Nierówność społeczna w Polsce

Czy w Polsce wyjątkowo jest zauważalne rozwarstwienie ekonomiczne społeczeństwa? Czy program Polski Ład może zmodyfikować ten stan? Pytamy o to profesora Marka Kośnego z Katedry Ekonometrii i Badań Operacyjnych UEW.

1150x180

Profesor Marek Kośny zajmuje się problemami społecznymi polskich rodzin nie tylko teoretycznie. Jest przewodniczym Zespołu Ekspertów Związku Dużych Rodzin Trzy Plus, członkiem Panelu Ekonomistów „Rzeczpospolitej”, autorem i współautorem kilkudziesięciu publikacji dotyczących m.in. bezpieczeństwa ekonomicznego Polaków.

Rozmowa została zainspirowana wypowiedzią profesora Marka Kośnego dla Telewizji Echo24.

Z Pana wypowiedzi dla telewizji Echo24 wynika, że najbardziej rozwarstwiona jest polska strefa „środka”.

Nie pamiętam dokładnie tego określenia, ale jeśli tak powiedziałem, to muszę się z tego wytłumaczyć [śmiech]. Przede wszystkim, twierdzenie to [o rozwarstwieniu – przyp. redakcji] odniosę do nierówności dochodowych. Są one wprawdzie jedynie jednym z aspektów nierówności ekonomicznych, ale chyba najbardziej ewidentnym i jednocześnie warunkującym w dużej mierze inne rodzaje nierówności. Widoczne to jest zwłaszcza w państwach demokratycznych.

O nierównościach społecznych mówimy, gdy pewne grupy mają więcej zasobów, praw, możliwości niż inne. To, że nierówności występują – także i w tym obszarze – jest czymś zupełnie naturalnym. Próby całkowitej likwidacji nierówności społecznych przerabialiśmy już w poprzednim stuleciu na własnym przykładzie i chyba nie chcemy do tego wracać. Faktycznym problemem może być jednak skala nierówności.

W odniesieniu do nierówności trudno mówić o jasnych przedziałach. Faktem jest, że jak na kraj o naszym potencjale (mam tu na myśli liczbę ludności i poziom PKB) mamy stosunkowo niewielu miliarderów i nie należą oni do czołówki – ani światowej, ani europejskiej.

Najbogatszy Polak znajduje się obecnie w ósmej setce na świecie, a w zestawieniu „dolarowych” miliarderów Forbesa jest zaledwie siedmiu Polaków (na prawie trzy tysiące osób).

Z drugiej strony poziomy ubóstwa dochodowego kształtują się na przeciętnie niskim poziomie. Tymczasem nierówności dochodowe są relatywnie wysokie. Na ile wysokie, tego jednak dokładnie nie wiemy. Od kilku lat trwa debata, w której z jednej strony mamy często przytaczane, oficjalne dane GUS, pokazujące niski – i dodatkowo malejący – poziom nierówności, z drugiej inny obraz dają nam prace badawcze Michała Brzezińskiego czy Pawła Bukowskiego, korzystające z wielu alternatywnych źródeł. Prace te sugerują, że poziomy nierówności w Polsce są zdecydowanie wyższe – relatywnie wysokie na tle Europy. Za to rozwarstwienie odpowiada więc obszar określony przez panią jako strefa „środka”. Za rozwarstwienie w tym obszarze odpowiada przede wszystkim zróżnicowanie płac, spowodowane między innymi niepokojąco wysokim odsetkiem zatrudnionych na umowach innych niż umowa o pracę oraz wysokim zróżnicowaniem dochodów w zależności od poziomu wykształcenia (wysoką tzw. premią edukacyjną za wyższe wykształcenie).

Dlaczego nowe podejścia do mierzenia różnic społecznych dają wyniki inne niż dane publikowane przez GUS? Mówi pan o tym w wywiadzie dla tvECho24.

Problem jest stricte metodologiczny – chodzi o dane. GUS wykorzystuje do obliczeń wyniki badań reprezentatywnych. Badania tego typu zakładają dobrowolność udziału uczestników. W praktyce, co znajduje potwierdzenie nie tylko w Polsce, trafiamy więc z tego typu badaniami do osób i gospodarstw domowych „ze środka skali”. W badaniach tych trudno jest dotrzeć do osób bardzo ubogich, często dotkniętych różnymi problemami społecznymi, ale także do tych bardzo bogatych. Dlatego w badaniach nierówności coraz częściej sięga się do różnych alternatywnych źródeł, na przykład do tzw. danych rejestrowych. To dane pochodzące z oficjalnych, państwowych rejestrów, na przykład dane podatkowe. Warto jednak podkreślić, że takie działania także nie rozwiązują wszystkich problemów – np. kwestii funkcjonowania szarej strefy czy zjawiska transferowania dochodów za granicę. Dlatego wiarygodny pomiar poziomu nierówności to wciąż wyzwanie, które stoi przed osobami zajmującymi się tą tematyką.

Jakie są skutki ekonomiczne i społeczne tego szerokiego rozwarstwienia?

Wydaje mi się, że najbardziej widocznym skutkiem nierówności są polityczne zmiany, jakich doświadczamy – nie tylko w Polsce, ale także w większości rozwiniętych państw świata.

W drugiej połowie XX wieku dominującym trendem w ekonomii był neoliberalizm, ale warto pamiętać, że okres po II wojnie światowej to w krajach rozwiniętych czas historycznie niskich nierówności dochodowych i majątkowych.

W XXI wieku (a właściwie już od lat 90. XX wieku) obserwujemy natomiast systematyczne odchodzenie od modelu państwa minimalnego (pełniące jedynie rolę „nocnego stróża”) i można zaryzykować twierdzenie, że jest to powiązane z nierównościami, które zdążyły w tym czasie znacząco wzrosnąć.

W Polsce w jasny sposób trend ten ukazuje ostatnie sześć lat. Systematyczny wzrost świadczeń i próby podwyższenia progresji podatkowej to zdecydowane kroki w kierunku ograniczenia poziomu nierówności dochodowych, a w konsekwencji także majątkowych i społecznych.

Już kilka lat temu pojawiły się głosy, że zmiana partii rządzącej dokonała się dlatego, że poprzedni rząd nie doszacował rzeczywistego poziomu nierówności i nie dostrzegł na czas zagrożeń, jakie z tego faktu wynikają. I kolejne wybory oraz kształtowanie się poparcia dla poszczególnych partii wydają się tę tezę potwierdzać.

Czy jest zatem szansa, że program Polski Ład odciąży faktycznie najbiedniejszych?

To, co się dzieje przy okazji dyskusji o nowym kształcie systemu podatkowego, jest bardzo dobrym komentarzem do naszej rozmowy. Z jednej strony oczekiwania społeczne (na poziomie tzw. środkowego głosującego) wyraźnie wskazują na wzrost obciążeń podatkowych dla najbogatszych. W oczekiwania te wsłuchują się rządzący, zapowiadając wielką reformę i wzrost progresji.

Gdy jednak dochodzi do podejmowania decyzji, zmiany mają często charakter „kosmetyczny”, a kolejne grupy – z powodzeniem – lobbują na rzecz wyłączenia ich z ponoszenia dodatkowych kosztów. Pomijając wszelkie merytoryczne przesłanki dla wprowadzanych korekt, pokazuje to, jak trudne jest nakładanie na obywateli dodatkowych obciążeń, które miałyby na celu ograniczenie nierówności. I to także jest trend obserwowany nie tylko w Polsce. Mimo zmiany nastawienia rządzących, o której wspomniałem przed chwilą, i tak bogaci wciąż stają się jeszcze bogatszymi, a nierówności w państwach rozwiniętych zasadniczo rosną.


Rozmowa została zainspirowana wywiadem dla Telewizji Echo24 z udziałem profesora Marka Kośnego pt. Gdzie najbardziej widać nierówności społeczne?

Polecamy także

Polecamy

76% polskich firm deklaruje, że w jakimś stopniu wykorzystuje onboarding. Jak wygląda sytuacja w instytucjach państwowych? Od pewnego czasu onboarding stał się częścią kultury pracy na Uniwersytecie Ekonomicznym we…
Serce boli na wieść o bombardowaniu ukraińskich miast przez sowieckich okupantów. W pamięci wraca ciepły kwiecień 2007 roku, w którym do wschodniej i zachodniej Ukrainy, w poszukiwaniu nowych…

1150x180