Merde alors, czyli Erasmus w kraju Moliera

Francuzi są uprzejmi, grzeczni i bardzo przywiązani – czytaj: dumni – do swojej ojczyzny. Nie znoszą, gdy obcokrajowiec mówi o niej bez należnego szacunku. Dlatego polskim Erasmusowcom radzę unikać powszechnej w Polsce krytyki państwa.

1150x180

Dwoje Polaków, po trzech tygodniach pobytu we Francji, było przekonanych, że zgłębili już wszystkie obyczaje i zachowania obowiązujące przy francuskim stole. Aby epatować swoją „francuskością”, zaprosili nowo przybyłych do Paryża Polaków do restauracji na – cóż bardziej lokalnego – ślimaki. Byli zaskoczeni, że obsługa traktowała ich jak turystów, chociaż dobrze znali język. Gdy spytali o to kelnera, usłyszeli: „Żaden Francuz nigdy nie zamówi ślimaków w restauracji, taki obyczaj”. 

Na francuskiej ulicy, choć czystej i zadbanej, nie spotka się wielu uśmiechniętych twarzy. Mieszkańcy Hexagonu – jak czasami nazywają swój kraj – pomimo przynależności do świata kultury śródziemnomorskiej są mniej spontaniczni i otwarci niż Hiszpanie czy Włosi i, podobnie jak Polacy, są oszczędni w spontanicznym rozdawaniu uśmiechów, rezerwując je dla rodziny i przyjaciół. 

To jednak nie znaczy, że witają się ozięble; wprost przeciwnie, chętnie i obficie rozdają całusy. W Paryżu obowiązują dwa, zaczynając od lewego policzka (żeby nie zderzyć się nosami). W niektórych regionach wymienia się trzy, a nawet cztery. Jeszcze do niedawna Francuzi codziennie witali się i żegnali cmoknięciem w policzki ze wszystkimi najbliższymi współpracownikami, nawet jeżeli było ich na przykład dwudziestu. Obserwowałem kiedyś spotkanie dwóch klas po lekcjach w kafejce. Wszyscy ze wszystkimi wymienili pocałunki na dzień dobry, a po kilkuminutowej pogawędce powtórzyli ceremoniał na do widzenia. Student z Polski może być na początku zaskoczony, ale szybko się przyzwyczai, bo to bardzo sympatyczny obyczaj. 

Vive la Republique 

Francuzi są uprzejmi, grzeczni i bardzo przywiązani – czytaj: dumni – do swojej ojczyzny. Nie znoszą, gdy obcokrajowiec mówi o niej bez należnego szacunku. Dlatego polskim Erasmusowcom radzę unikać powszechnej w Polsce krytyki państwa. To nie znaczy, że Francuzi ślepo akceptują poczynania rządu czy prezydenta. Wprost przeciwnie, są obywatelami świadomymi swoich praw i chętnie z nich korzystają. Sportem narodowym we Francji są manifestacje, które stały się częścią kultury politycznej. Niektórzy żartują, że rząd, szykując nowe rozwiązania, zapowiada je i… wygląda przez okno. Jeżeli ulica jest w miarę spokojna, wprowadza je w życie. W przeciwnym przypadku szybko się z nich wycofuje.  

Francuzi są niezwykle dumni ze swojej – piątej już – Republiki, szanują jej instytucje i traktują bardzo poważnie budowaną przez wieki demokrację. Od przybyszów wymagają respektu dla wartości, które legły u podstaw współczesnej Francji: wolności, równości i braterstwa. Polityk, a także urzędnik państwowy, który ośmieliłby się podważać ład demokratyczny i obrażać instytucje stojące na straży demokracji, długo nie zagrzałby miejsca w pracy. W przeciwieństwie do naszych rodaków Francuz jest dumny ze złota i marmurów zdobiących siedziby instytucji publicznych, bo Republika musi mieć swój wyraz i wygląd. Błędy popełniają ludzie, nie republika. 

Cogito ergo sum 

Nad Sekwaną panuje powszechny consensus, że nic tak nie służy krajowi, jak dobra i powszechna edukacja. Tak zwane grandes ecoles, elitarne uczelnie kształcące kadry dla republiki, założył Napoleon Bonaparte w 1808 roku i przez ponad dwieście lat nikomu nie przyszło do głowy, aby je osłabiać czy likwidować. W tym samym roku, jak przystoi ojczyźnie Kartezjusza, wprowadzono we Francji maturę z obowiązkową dla wszystkich filozofią na pierwszym miejscu. Tym samym rozpoczęto kształcenie obywateli w duchu kartezjańskim. Efektem tego Francuzi są racjonalistami, dociekliwymi, skorymi do dyskusji i dążącymi do wyrobienia sobie opinii na interesujący temat. Niestety, student z Polski powinien darować sobie jakże popularne u nas (i w Wielkiej Brytanii) absurdalne dowcipy. Francuz ich nie zrozumie. 

Trzeba było wstać wcześniej 

Francuzi są spadkobiercami (niektórzy twierdzą, że zakładnikami) przebogatej kultury kodyfikującej zachowania dnia codziennego. Ważnym obszarem są posiłki. Doświadczył tego niżej podpisany, kiedy parę lat temu, po intensywnym zwiedzaniu Montpellier, próbował parę minut po godzinie 14:00 zjeść mały obiad. Ponieważ obiad jada się w tym kraju między 12:00-14:00, po tej godzinie wszystkie jadłodajnie są zamknięte na cztery spusty. W jednej kelner rzucił mi przez ramię: „Jak chce się zjeść, to trzeba wstać wcześniej”. Czytaj: Jesteś we Francji, dostosuj się do naszych obyczajów. 

Podobnie rzecz się ma ze znajomością języków obcych. Teraz młode pokolenie, osoby na stanowiskach i biznesmeni posługują się biegle językiem angielskim. Nieco gorzej rzecz się ma na prowincji, ale miliony turystów odwiedzających co roku Francję wymusiły zmiany w tym obszarze. Jednak jeszcze jakieś piętnaście lat temu mer Paryża wystosował list otwarty do kelnerów paryskich z prośbą o lepsze traktowanie turystów z USA i nieodmawianie im obsługi pod pretekstem ich nieznajomości języka francuskiego. Żona rektora jednego z uniwersytetów w Pensylwanii (zaprzyjaźnionego z UEW) powiedziała mi, że jej mąż nie chce więcej odwiedzać Francji, bo „They look down on people” (Patrzą na nas z góry). Jest tylko jeden sposób na zdobycie sympatii w oczach Francuzów – nauczyć się ich języka. 

Przyjętym obyczajem we Francji jest spóźnianie się na kolację. Kiedy zapraszają was na godzinę 20:00, nie pukajcie do drzwi o tej porze, bo możecie zastać gospodarzy jeszcze w dezabilu i wprowadzić ich w zakłopotanie. Spóźnijcie się piętnaście, a nawet trzydzieści minut. Jak obyczaj każe. Chociaż Francuzi noszą się na co dzień elegancko, na sobotnią kolację u przyjaciół czy kolegów z pracy marynarki i krawaty zostawiają w domu 

Kiedy po południu wpadniemy do kawiarni czy bistro na popularny aperitif, okażemy się ignorantami, zamawiając kieliszek wina czerwonego. Na filmach BBC bohaterzy piją czerwone wino od rana. Quel faut pas! We Francji pije się je wyłącznie do posiłków, głownie kolacji. Na aperitif pod orzeszki zamówmy kieliszek białego wina lub szampana. 

Na koniec mała zagadka: czym się różni chodnik w Polsce od francuskiego? Otóż we Francji służy on do spożywania posiłków lub małej czarnej. Zwłaszcza w godzinach obiadowych (12:00-14:00) piesi poruszają się po jezdni, bowiem chodniki są gęsto zastawione stolikami i parasolami. Francuzi uwielbiają jeść na zewnątrz, pomimo ścisku i niewygody. W kawiarniach krzesełka ustawia się przodem do ulicy, żeby goście mogli widzieć przechodniów oraz by oni ich widzieli. 


Wojciech Sokolnicki

Absolwent Uniwersytetu w Lozannie oraz UWr wydział Filologiczny.

Od blisko dwudziestu lat związany z promocją Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu.

Polecamy

76% polskich firm deklaruje, że w jakimś stopniu wykorzystuje onboarding. Jak wygląda sytuacja w instytucjach państwowych? Od pewnego czasu onboarding stał się częścią kultury pracy na Uniwersytecie Ekonomicznym we…

1150x180